Buty, które dają radę

Jestem nietypowa nie tylko pod względem kształtu figury, ale również stóp.

Co prawda moje stopy mają w miarę przeciętną długość (rozmiar 39, brytyjski 6,5), niestety są dużo szersze niż przeciętne i do tego mają wysokie podbicie. To powoduje, że mniej więcej 90% butów produkowanych na mój rozmiar jest dla mnie kompletnie bezużyteczna. Ponadto moja prawa stopa jest permanentnie spuchnięta od kilku lat, co powoduje czasem również trudności ze zmieszczeniem się w buty, które dotąd pasowały.

Oprócz tego, gdy noszę zwyczajne niedrogie buty, takie które nie mają wygodnie wyprofilowanej podeszwy od środka, po jednym dniu noszenia moje stawy biodrowe ogłaszają strajk i przestają działać na co najmniej jeden dzień (bywało, że nie umiałam rano wstać z łóżka).

W dodatku dostaję pęcherzy i otarć od praktycznie wszystkiego co nie jest bardzo miękkie a chodzenie w wysokich obcasach powoduje u mnie ból pleców.

A na domiar złego jestem okropnie wybredna w kwestii wyglądu butów – po prostu nie podoba mi się większość tego, co jest obecnie dostępne w sklepach. Nie cierpię brokatu, zwierzęcych deseni (lamparty i inne zebry), kokardek wszelkiej maści, odkrytych palców, błyszczących detali (szczególnie złotych), wielkich kwiatów, pomponików, szpiczastych nosków, topornych obcasów (i wysokich, i niskich), koturnów (szczególnie wysokich) – aczkolwiek bywają wyjątki; nie jestem też szczególnie wielką fanką lakierowanej skóry (również są wyjątki).

Jak myślicie, ile opcji mi zostaje po wykluczeniu wszystkich elementów bolesnych i modeli, które krzywdzą mnie w estetykę

Na szczęście wiem na co zwracać uwagę kupując buty, więc podzielę się moimi doświadczeniami.

Na co zwracać uwagę
  • Najczęściej po prostu kupuję buty o jeden rozmiar większe niż mój, czyli 40 (brytyjskie 7). Są zwykle odrobinę szersze, na tyle, że moja stopa się zmieści, a nawet jeśli są ciut dłuższe, nie jest to krytyczne. W ogóle sporo brytyjskich marek nie robi rozmiarów połówkowych, więc po rozmiarze 6 (38) jest rozmiar 7 (40) i nic pomiędzy. Zawsze można włożyć do środka dodatkowe wkładki, jeśli buty wydają się za luźne.
  • W ogóle nie biorę pod uwagę butów, które nie mają okrągłych nosków. Nic ze szpiczastymi noskami nie będzie na mnie dobre (pomijając nawet kwestię, że nie bardzo mi się podoba) – nawet jeśli jakoś uda mi się w takie buty zmieścić, moje szerokie stopy będą wyglądać w nich dziwacznie, a poza tym będę mieć pęcherze, więc nie ma sensu próbować.
  • Buty typu Mary Jane (z paseczkiem) są dużo lepsze dla mnie niż zwykłe balerinki (bez paseczka). A wiecie dlaczego? Dlatego, że paseczek trzyma but na stopie i nie pozwala się mu ześlizgiwać. Dlatego reszta buta nie musi być tak zabudowana jak w balerinkach, żeby nie spadał, więc nawet jeśli różnica w zabudowaniu jest o niecały centymetr, wystarcza to, żeby but nie wbijał mi się w podbicie. W rezultacie mierzę tylko baleriny zrobione z bardzo miękkiej skóry, a i tak jeszcze nie znalazłam idealnych.
  • Zawsze rozglądam się za butami, które mają jakiś element, który da się dopasowywać, jak np. fragmenty zrobione z gumowego materiału albo zapięcia na rzepy. Wtedy jest większa szansa, że się w takie buty zmieszczę i będzie mi wygodniej.
  • Czasami zanoszę buty do szewca, żeby je rozciągnął. Koszt tego to kilkanaście PLN (€8 tu gdzie mieszkam, a tu jest drożej) a uchroniło mnie to parę razy przed wyrzuceniem całkiem dobrej pary butów. Niestety działa tylko z butami skórzanymi, syntetyki nie rozciągają się tak dobrze.
  • Istnieją też liczne preparaty w sprayu służące do rozciągania obuwia. Nie działa to tak dobrze jak poszerzenie ich u szewca, ale czasami może wystarczyć. Można kupić taki preparat np. w sieci CCC (a powinien być w większości sklepów obuwniczych)

Mimo tych trików musiałam zaakceptować fakt, że większość butów po prostu nie jest dla mnie. Na szczęście jest kilka marek, które lubię i które robią buty, które na mnie pasują. Oto one:

Marki obuwnicze

Najpopularniejszy model butów Dr. Martens – 1460. Występuje w rozmaitych wersjach kolorystycznych i deseniowych. Są bardzo wygodne, ale niestety nie pasują do każdego stylu. A może jednak pasują? :)

Dr Martens -Unikałam Martensów długo, z prostej przyczyny: dużo ludzi je nosi. Nie chciałam mieć czegoś, co nosi połowa populacji Dublina. Jest jednak powód, dla którego Martensy są takie popularne: są nieprawdopodobnie wygodne. Teraz to jedna z moich ulubionych marek. Większość ich butów jest na tyle szeroka, że mieszczę się w swój rozmiar (39 a nie 40). Są też starannie zrobione z wysokiej jakości materiałów, noszą się latami. Nie powodują u mnie obtarć i pęcherzy. Niestety mają dosyć ograniczony zakres stylistyczny, chyba że lubi się nosić glany do wszystkiego.

Kilka lat temu udało mi się zdobyć buty Martensa typu Mary Jane, na średnim obcasie; pasują praktycznie do wszystkiego. Są bardzo wygodne jak na buty na obcasie, ale i tak nie wytrzymuję w nich całego dnia. Trzymam je na okazje, w których wiem, że oprócz chodzenia będę też dużo siedzieć.

Jeśli chodzi o glany (model 1460) to musiałam wymienić w nich tylko firmową wkładkę na o połowę cieńszą, żeby moja stopa mieściła się w nich wzwyż (to moje durne wysokie podbicie). Po tej zamianie są w sam raz i chodzę w nich namiętnie oraz często.

Zdjęcie z 2011 roku. Mierzyłam w domu różne zestawy ciuchowe i dokumentowałam je na przyszłość – no patrzcie jak się przydało. Mam tu na sobie botki Hush Puppies model Vivianna.

Hush Puppies -Moja ulubiona marka w opcji bardziej eleganckiej. Szczególnie uwielbiam ich buty na niskim (a może średnim?) obcasie – są bardzo wygodne i dużo bardziej mi się podobają niż standardowe szpilki. Muszę używać podkładek silikonowych pod śródstopie co prawda, ale daję radę w nich chodzić całkiem długo. Muszę kupować rozmiar 40 żeby mieścić się w nich swodobnie, ale też nie obcierają mnie w żadnym miejscu i nie powodują pęcherzy. Najbardziej lubię w nich wzornictwo – gdybym miała pieniądze wykupiłabym im pół kolekcji. Niestety nie mam, więc musi wystarczyć jedna para raz na jakiś czas.

Rieker -Bardzo dobrej jakości i bardzo wygodne. Niestety nie we wszystkie ich modele się mieszczę wszerz, ale jestem zadowolona, że chociaż w niektóre. Ich buty są zrobione z miękkiej, przyjemnej w dotyku skórki, a wzornictwo jest zwykle oryginalne, charakterystyczne i urokliwe. Polecam wszystkim, którzy mają problemy z otarciami i pęcherzami.

Clarks -Niestety w większość ich butów mieszczę się ledwie lub wcale, ale niektóre modele nadają się dla szerszych stóp. Niestety z początku okropnie obcierają, trzeba je rozbijać i przecierpieć swoje zanim staną się wygodne.

Evans jest brytyjską marką znaną z tego, że robi buty plus-size (wszerz) i jak dotąd jedyną, która robi wysokie kozaki, w które mieści się moja subtelna kobieca łydka obwodu 50cm. Niestety nie da się kupować ich butów jak leci: są mianowicie potwornie niewygodne. W obydwu parach, które mam (wysokie botki i niskie botki) musiałam włożyć miękkie wkładki na całą stopę plus silikonowe wkładki pod samo śródstopie, muszę też zakładać dodatkowe grube skarpety (zwłaszcza jak jestem w sukience i mam same rajstopy), a i tak nadal zdarzają mi się pęcherze (na pięcie, na podeszwie, na palcach…).

Jakość obuwia marki Evans również pozostawia pewien niesmak – zeszłej zimy musiałam niskie botki dać do naprawy po dwóch tygodniach noszenia w deszczowej pogodzie. Odkleiły im się podeszwy i zaczęły przeciekać.

Jeśli chodzi o wzornictwo, to znakomita większość jest kwintesencją tego, na co nie mogę patrzeć bez bólu zębów, ale zwykłe kozaki są w porządku.

Jedne z moich ulubionych butów – sportowe baleriny typu Mary Jane firmy Ecco, model Vibration II. Lubię i z dżinsami, i z sukienką.

Ecco – dobrze znana w Polsce firma, robi fajne, wygodne obuwie, sportowe i nie tylko. Najbardziej lubię ich baleriny i sandały, a ich sportowe buty z goreteksu kiedyś uratowały mi wakacje („ojej, mogę chodzić!”, w odróżnieniu od wcześniejszego „nigdzie nie pójdę, wszystko mnie boli, zostawcie mnie w spokoju, tak tu będę cierpieć samotnie”).

Niestety ich czółenka i inne bardziej eleganckie modele są zauważalnie węższe niż sportowe (dodatkowo skóra w nich jest chyba sztywniejsza i mniej się dopasowuje), więc nie udało mi się jeszcze zmieścić stopy w żaden niesportowy model Ecco. Wzornictwo mają nierówne, zwykle dość toporne niestety, ale mają swoje momenty i na półce pełnej butów wyglądających tak sobie można trafić na perełkę. W zależności od modelu mieszczę się w 39 lub 40.

T.U.K. Shoes „Kitty Mary Janes”. Buty w koteczki, z kategorii „nerkę sprzedam, a to kupię”. Poza tym bardzo wygodne.

T.U.K. Shoes -Mam tylko jedną parę butów tej marki i kupiłam ją w ogóle online, bez mierzenia wcześniej. Są trochę luźne, ale to jest rozmiar 40 (7). Prawdopodobnie pasowałby mi rozmiar 39, bo ten konkretny model jest dość szeroki. Używam jednak dodatkowych wkładek profilujących i w efekcie są bardzo wygodne, dla stawów biodrowych taka opcja też jest lepsza. Chciałabym żeby był jakiś sklep stacjonarny w Dublinie (lub Wrocławiu, w którym spędzam sporą część prawie każdego roku), w którym moglabym zmierzyć więcej butów tej marki. Ich wzornictwo jest świetne i mają duży potencjał.

Jest kilka marek, których butów nie miałam okazji zmierzyć, ale myślę, że mają szansę być dobre dla szerokostopych. Na przykład: Fly LondonBirkenstock i DUO (piękne wzornictwo i przerażające ceny). Czy któraś z Was, szerokostopych pań, wypróbowała buty tych marek? A jakie jeszcze znacie inne firmy, które produkują buty dla „trudnych” stóp?

Podsumowując moje spostrzeżenia: możliwe jest noszenie wygodnych i ładnych butów nawet jeśli się ma „trudne” stopy, ale wymaga to wysiłku. I takiego związanego z poszukiwaniami, czy też zbieraniem informacji, jak również takiego, który się podejmuje dbając o obuwie. Również wymaga to większych nakładów finansowych. Niestety para butów Martensa lub Hush Puppies potrafi zrobić sporą dziurę w budżecie domowym. Na szczęście takie buty nosi się długo, co w efekcie może się bardziej opłacać niż kupowanie zwykłych, tanich butów.

Jakie doświadczenia i problemy związane z noszeniem butów macie Wy? Podzielcie się spostrzeżeniami.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

3 Comments:

  1. Jakiś czas się przymierzałam do Vivianny by Hush Puppies (super są!) i dzięki twojej recenzji w końcu kupiłam (na Amazonie :) i nie żałuję. Mam chyba podobne potrzeby – szerokie stopy i wysokie podbicie. Kupiłam swój zwykły UK-rozmiar czyli 6, z początku prawy but trochę cisnął mnie w podbiciu, ale po 2 założeniach mu przeszło. Byłabym wdzięczna za polecenie innych modeli – np. czy mary janes albo sandały też dają radę? :)

    • Witamy media ;) Na razie z HP mam jeszcze te http://www.amazon.co.uk/Hush-Puppies-Misha-Turquoise-Leather/dp/B00D2ZZY42. Kupiłam gdyż kolor. Raz mnie nie obtarły a raz mnie obtarły więc mam za mało danych; muszę w ogóle z wkładką silikonową bo mają twardą i cienką podeszwę. Na razie jest trochę za chłodno żeby je nosić i w ogóle nie miałam wielu okazji po temu. Ale mogę powiedzieć, że są dość szerokie i w podbiciu też nic nie gniecie.

      • Dzięki za odzew. Mój problem z takimi butami polega na tym, że przód musi być albo wystarczająco płytki, żeby mi się nie wbijał krawędzią w podbicie, albo też dostatecznie głęboki w tym samym celu ;) Wariant pośredni nie pozwala na zrobienie 2 kroków. Dlatego boję się zamawiać w ciemno cokolwiek, co nie jest botkami czy mocno krytymi półbutami, bo szansa na wpadkę jest gigantyczna.

        Co do DUO – zamawiałam wyłącznie z wyprzedaży i moim zdaniem pełne ceny za te buty są nieadekwatne do jakości. Doświadczenie mam tylko z kozakami (4 pary). W łydce wypadają z reguły za szerokie, a w stopie (nie ma do wyboru szerokości stopy w kozakach) za wąskie albo na styk ;) Mnie się trafiło jakoś tak po połowie. Kolejna zmienna to szerokość w kostce – też różna w różnych modelach, przeważnie dość wąska. Rozczarowało mnie głównie to, że po butach, które pierwotnie kosztowały taką kasę, spodziewałabym się, że będą z naprawdę przyzwoitej i idealnie zszytej skóry (nie są bardzo złe – po prostu takie se), oraz że nie będę musiała ich oddawać do… zwężenia w cholewce (na 45 cm brałam 43 i były sporo za duże). A może do outletu trafiają tylko takie nieszczególne?

        Fly London – mam na razie tylko jedną parę mary janes na obcasiku. Chodzić się da, ale są źle wyważone, spód stopy z przodu boli mimo miękkiej wkładki, szerokość z przodu jest OK, ale pięta lata jak chce i wątłe paseczki są jedynym, co trzyma je na nodze. Inne flaje, które przymierzałam w Polsce, były albo za wąskie albo wrzynały się w podbicie, więc straciłam serce do tej marki.

        Ogólnie – dobrać buty jest mi 10 razy trudniej niż stanik…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *